Prawo budowlane – dla kogo?

Przegląd różnych projektów prawa budowlanego (a przez lata trochę ich powstało) upoważnia do stwierdzenia, że autorzy wszystkich wersji nie zadali sobie podstawowego pytania, nie mówiąc już o braku nań odpowiedzi: Jaka ma być rola państwa w procesie budowlanym? Jeśli w oparciu o zasadę pomocniczości utworzono zawody zaufania publicznego, dając im zarazem określone uprawnienia, to po co angażujemy administrację rządową i samorządową w konkretne przedsięwzięcie budowlane? Chyba, że nie mamy zaufania do osób z odpowiednimi uprawnieniami.  A wtedy powstaje to, co mamy dzisiaj, czyli schizofreniczne prawo, niby samodzielni realizatorzy budowy, ale de facto jednak nie. Zwłaszcza, a to też z obserwacji wynika, że zacni posiadacze uprawnień jak mogą, tak unikają ryzyka i najchętniej maksimum odpowiedzialności scedowaliby na organy administracji.  Czy izby zawodowe, tak jak w niektórych krajach, zaczną reprezentować interes publiczny wobec swoich członków, czy nadal będą korporacją chroniącą swoje interesy? Więc jakie i dla kogo winno być prawo budowlane?  Jaka ma być jego zawartość?  Czy należy stworzyć policję budowlaną zamiast dzisiejszej administracji nadzorczej, a tym samym przerwać powiązanie tych służb z organami władzy terenowej? Czy środowisko odpowie wprost na te pytania? Bowiem bez tych odpowiedzi stworzenie nowego prawa budowlanego będzie powtarzaniem dotychczasowych wad.